Treść strony

 

Niewidomy youtuber w akcji – rozmawia Radosław Nowicki

– Nagrywam filmiki dla wszystkich. Staram się, aby fajnie one wyglądały dla ludzi widzących i żeby mogli oni dowiedzieć się czegoś o osobach z dysfunkcją wzroku. Ale też zależy mi na tym, aby nagrania wnosiły coś do życia samych niewidomych – opowiada w rozmowie z Radosławem Nowickim Andrzej Tikhonov, który od marca 2020 roku prowadzi swój kanał na YouTubie.

Andrzej Tikhonov – niewidomy Rosjanin o polskich korzeniach – pochodzi z Archangielska, czyli miasta w północnej części Rosji. Za sobą ma także pobyt w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce po raz pierwszy pojawił się w 2001 roku. Od pięciu lat mieszka wraz z żoną już na stałe we Wrocławiu. Mimo tego że nie widzi, stara się czerpać z życia pełnymi garściami. Jest muzykiem (gra na skrzypcach), sportowcem (biega), społecznikiem (udziela się w różnych wydarzeniach), a od pewnego czasu prowadzi swój kanał na YouTubie, na którym dzieli się z widzami swoimi przemyśleniami i opowiada o życiu. Dlaczego wpadł na taki pomysł? – o tym opowie czytelnikom Tyfloserwisu.

Radosław Nowicki: – Jest Pan człowiekiem wielu pasji. Wielu pełnosprawnych ludzi mogłoby Panu pozazdrościć takiej aktywności. Skąd w Panu tyle energii i chęci do działania?
Andrzej Tikhonov: – Różne rzeczy mnie interesują. Staram się poznawać nowe zjawiska i rozwijać swoje aktywności. Z energią różnie bywa. Czasami mi się chce iść na trening, a innym razem nie. Dużo zależy od celu, jaki mi przyświeca. Do sportu wróciłem, kiedy zrozumiałem, że zdrowie ma niebagatelne znaczenie, chciałem też schudnąć. Muzyka jest z kolei moim zawodem. Ukończyłem szkołę muzyczną II stopnia i gram na skrzypcach. Kiedyś pracowałem jako muzyk w szkole. Obecnie bardziej ćwiczę na skrzypcach dla własnej przyjemności. Od czasu do czasu przytrafiają mi się jakieś małe koncerty, w trakcie których mogę zagrać kilka utworów. Oprócz tego że pracuję, żeby zarabiać na życie, to jeszcze studiuję, bo chcę się rozwijać. Staram się tak zarządzać swoim czasem, aby znaleźć go także na różne swoje aktywności.

– No właśnie, mimo że jest Pan niewidomy, to stara się Pan czerpać z życia pełnymi garściami… Czyli brak wzroku nie może być dla nikogo wymówką?
– Aktywność jest bardzo ważna. Takie podejście pojawiło się u mnie dawno temu, bo od lat mam niewidomych przyjaciół, którzy są dla mnie przykładem tego, że można wiele w życiu robić, uczyć się, pracować czy podróżować. Poznawałem takich niewidomych, aktywnych ludzi z różnych krajów. Imponowało mi to, że spełniają się w życiu, mają rodziny, robią dodatkowe rzeczy. To mnie inspirowało do działania. Uważam, że ja też powinienem dzielić się swoim doświadczeniem, przemyśleniami i rozwiązaniami z innymi ludźmi niewidomymi, żeby skłonić ich do działania. Jeśli będzie więcej aktywnych osób z dysfunkcją wzroku, to w całym społeczeństwie inaczej będzie postrzegany ich ogólny wizerunek.

– A można powiedzieć, że brak wzroku stał się dla Pana motywacją do przełamywania barier?
– Może być to czynnik wpływający na motywację, ale najpierw trzeba w odpowiedni sposób zdefiniować niepełnosprawność. Trzeba zrozumieć, że jest ona elementem tożsamości danej osoby. Później można potraktować ją jako swego rodzaju motywację. Wprawdzie powoduje ona pewne ograniczenia, ale trzeba szukać rozwiązań. Niektóre bariery da się pokonać. Niektórych nie przeskoczymy, ale trzeba szukać innej drogi, bo mamy coraz więcej możliwości, i starać się rozwijać w kierunku, który jest dla nas dostępny.

– Pochodzi Pan z dalekiego Archangielska w Rosji, po drodze były jeszcze Stany Zjednoczone, a kilka lat temu osiedlił się Pan w Polsce. Obieżyświat z Pana?
– Myślę, że trochę tak. Urodziłem się w Rosji, w Stanach Zjednoczonych studiowałem w ramach wymiany międzynarodowej — to był program Fulbright. Pełniłem też tam funkcję asystenta profesora języka rosyjskiego. Mieszkałem w USA przez cały rok. Poznałem odmienne kultury i różnych ludzi. Środowisko było bardzo zróżnicowane. Później przeprowadziłem się do Polski, bo mam polskie pochodzenie. Uzyskałem Kartę Polaka i teraz mieszkam we Wrocławiu.
 

– A jakby Pan porównał funkcjonowanie osób niewidomych w tych trzech krajach?
– Największa różnica wynika z tego, że są to zupełnie inne społeczeństwa. Obowiązują w nich różne zasady, odmienne kody kulturowe, swoiste podejście do własnego życia i drugiego człowieka. To wpływa także na życie osób niewidomych. Kiedy ktoś traci wzrok, to wymaga rehabilitacji. W Rosji system nie jest tak rozwinięty jak w Polsce. Są niskie dofinansowania, jest mniej organizacji pozarządowych działających na rzecz osób niewidomych. Przykładowo, w okręgu archangielskim (okręg to odpowiednik polskiego województwa) mieszka około miliona ludzi. Sporo jest tam osób z różnymi niepełnosprawnościami, w tym także niewidomych i słabowidzących, ale nie ma instruktora orientacji przestrzennej. Tak było, kiedy się urodziłem i nadal tak jest. Natomiast jeszcze przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych skontaktowało się ze mną Centrum Wsparcia Osób z Niepełnosprawnościami. Musiałem wymienić listę moich możliwości, potrzeb i oczekiwań. Od razu po przyjeździe miałem zajęcia z instruktorem orientacji przestrzennej. Szybko poznałem kampus, trochę miasto. W USA byłem jeszcze kilka razy, także w organizacji pozarządowej, która organizuje różne szkolenia dla niewidomych. Wszystkiego w ich trakcie można było się nauczyć: orientacji przestrzennej, chodzenia z psem przewodnikiem, korzystania z komputerów, telefonów, gotowania itd. Tam poznałem człowieka, który był kierowcą, ale w trakcie wypadku stracił wzrok. Trafił do tej organizacji. Ona pomogła mu odnaleźć się w nowym życiu. Ma psa przewodnika, znalazł pracę, kupił dom, ożenił się, więc jest w pełni zrehabilitowany. We Wrocławiu też osoba niewidoma może mieć zajęcia, choćby z orientacji przestrzennej. To wynika z odpowiedniego podejścia do osób z niepełnosprawnościami. Chodzi o to, aby jak najszybciej człowieka uniezależnić od innych, aby mógł on studiować, pracować i powrócić do zwykłego trybu życia.

– Czyli w Rosji ludzie niewidomi mają problem z odpowiednią rehabilitacją i usamodzielnieniem się?
– Zdecydowanie tak. Wynika to z różnych przyczyn. Jedną z nich jest brak środków finansowych. W Rosji nie ma takiego programu jak „Aktywny samorząd”. Jest tylko Indywidualny Program Rehabilitacji. Ja z niego skorzystałem. Otrzymałem chińską białą laskę, która rozwaliła się po dwóch miesiącach, mówiący termometr prawie nie działał, a urządzenie do słuchania książek po kilku miesiącach również przestało współpracować, a funkcjonowało tylko samo radio. W niektórych okręgach są nieco większe budżety, więc można dostać lepszy sprzęt. Duży problem jest również z pracą, bo nie ma takiej instytucji jak PFRON. Wprawdzie są osoby, które są aktywne, ale większość jednak nie. Na pewno stopa zatrudnienia jest jeszcze niższa niż w Polsce.   

– Ma Pan polskie korzenie, w kraju nad Wisłą po raz pierwszy pojawił się Pan w 2001 roku. Co sprawiło, że zdecydował się Pan osiedlić na stałe w naszym kraju?
– W Polsce byłem po raz pierwszy w 2001 roku, kiedy brałem udział w konkursie muzycznym. We Wrocławiu także bywałem przed przeprowadzką tutaj. W tym mieście bardzo cenię dostępność. Już po dwóch miesiącach nauczyłem się kilku tras. Tutaj infrastruktura miasta i komunikacja wygląda znacznie lepiej niż w Archangielsku. Tam znacznie rzadziej poruszałem się samodzielnie, a autobusami w ogóle samodzielnie nie podróżowałem, bo tam nie ma informacji głosowych, a rozkłady jazdy praktycznie nie obowiązują.

– A zetknął się Pan w Polsce ze stereotypowym podejściem do niewidomych? Może ktoś próbował Panu pomóc, ale nie wiedział, jak to zrobić?
– Ludzie często są ciekawi. Jak jadę taksówką, to kierowcy pytają, w jaki sposób czytam, jak posługuję się telefonem komórkowym. Zawsze im to tłumaczę, bo uważam, że im więcej społeczeństwo o nas wie, tym lepiej dla nas. W Polsce podoba mi się to, że ludzie zazwyczaj są otwarci i chcą pomagać. Nie zawsze wiedzą, jak to zrobić. Czasami pchają człowieka do tramwaju, którym nie chce jechać. No ale trzeba docenić, że w ogóle chcą pomagać.
 

– Jest Pan aktywny w social mediach. Portale społecznościowe, a przede wszystkim rozwój Internetu to okno na świat dla niewidomych?
– Wszystko zależy od tego, jak będziemy z niego korzystać. Z jednej strony musimy nauczyć się wyszukiwania informacji, które najbardziej odzwierciedlają rzeczywistość, a z drugiej powinniśmy uważać na to, jak sami zachowujemy się w internecie. Bardzo nie podobają mi się dyktowane komentarze, które mają przekręcone wyrazy oraz pozbawione są znaków interpunkcyjnych. Ciężko zrozumieć taką wypowiedź. Jeśli zobaczy ją osoba widząca, to może zadziałać proces generalizacji i będzie myślała, że niewidomi nie umieją pisać i czytać (śmiech).  

 

– A jak Pan ocenia dostępność portali społecznościowych, stron i innych popularnych platform pod kątem osób niewidomych?
– Bywa z tym bardzo różnie. Często mam problem z wyszukiwaniem biletów lotniczych albo z rezerwacją hotelu. Niby są strony dostępne, ale od czasu do czasu zmieniany jest ich interfejs, co sprawia, że w każdej chwili mogą stać się mniej przyjazne dla niewidomych. Na stronach hoteli są różne grafiki, które mają przyciągać turystów, ale dla nas stanowią one utrudnienie. Na szczęście to się zmienia. Są wprowadzane przepisy, które mają wpłynąć na dostępność stron, ale jeszcze wiele jest w tym zakresie do zrobienia.

– A YouTube jest dostępny?
– Raczej tak, chociaż wiadomo, że nie wszystko. Za pomocą YouTube Studio można dodawać filmiki, ale też nie wszystkie funkcje są dostępne. Jedna z nich dotyczy tego, że na początku filmiku można dodać zdjęcie, które przyciągałoby widzów i odzwierciedlałoby jego treść, ale nie mogę z niej skorzystać samodzielnie. 

Nie bez przyczyny zapytałem o YouTube, bo zmierzam do kanału, który Pan prowadzi na tej platformie. To chyba pewne wyzwanie, żeby osoba niewidoma miała swój kanał?
– Jest to pewne wyzwanie, chociaż nie traktuję tego w takich kategoriach. Youtuberem nie jestem, bo zupełnie nie wiem, na czym to polega, jak należy prowadzić kanał. Robię to w miarę moich możliwości. Niektóre odcinki są w audio. Sam je nagrywam. Jak pracuję z dźwiękiem, to korzystam z programów i daję sobie radę. Ale są także pewne ograniczenia. Związane są one z obrazem. Takiego filmiku sam nie stworzę. Musi go nagrać osoba widząca, a później odpowiednio posklejać, aby całość była w porządku. Do nagrywania trzeba więc kogoś prosić o pomoc. Wiem, że czasami niewidomi sami nagrywają, ale ja się tego obawiam, bo chciałbym uniknąć śmiesznych sytuacji. Poza tym zależy mi na tym, aby filmik był atrakcyjny i dynamiczny, bo osoba widząca raczej będzie postrzegała go przy pomocy wzroku. Może przy okazji mnie trochę wysłucha, ale generalnie będzie skupiała się na obrazie.
 

– A skąd wziął się pomysł na prowadzenie tego kanału?
– Pomysł pojawił się na początku pandemii w marcu 2020 roku, kiedy wszyscy byliśmy w domowej izolacji. Żona do pracy nie chodziła, ja też miałem studia zdalne. Wtedy pomyślałem, że można ludziom pokazać, jak funkcjonuje osoba niewidoma, jakie ma możliwości, potrzeby i ograniczenia. Na początku nie byłem do tego w pełni przekonany, nie wiedziałem, czy ma to sens, czy kogoś to zainteresuje, co dokładnie mam powiedzieć. Uważam, że ponoszę odpowiedzialność za publiczne słowa, więc muszę mieć świadomość tego, co mówię. Nie mogę wygadywać bzdur, bo komuś one mogą zaszkodzić. Dlatego przed nagraniem muszę wszystko przemyśleć i zastanowić się nad sensem mojej wypowiedzi. No ale nagraliśmy jeden, drugi filmik. Zobaczyłem, że pojawiła się reakcja – ludzie pytali, komentowali i tak to zaczęło się kręcić.

 

– No właśnie, pojawiło się już kilkanaście filmików. Jaki jest po nich odzew?
– Ludzie piszą komentarze na YouTubie, na Facebooku. Często zadają pytania i podpowiadają różne rozwiązania. Po pierwszym filmiku ktoś mi podpowiedział, że można kupić mikrofon krawatowy, żeby dźwięk był lepszy. Udało mi się go zakupić i faktycznie jakość dźwięku jest inna. Te komentarze i ogólnie feedback [informacja zwrotna? – red.] jest potrzebny.

– Bo motywuje do dalszej pracy?
– Oczywiście, że tak. Jak nie ma żadnej reakcji, to całe działanie traci sens. Nagrywam przede wszystkim dlatego, żeby motywować ludzi do działania, podpowiadać im, inspirować ich do własnego rozwoju. Może komuś moje porady się przydadzą. 
 
– Bardziej skłania się Pan ku temu, aby w swoich filmikach zachęcać osoby z dysfunkcją wzroku do aktywności i działania, czy jednak szerzyć świadomość wśród widzących dotyczącą niewidomych?
– Nie zdefiniowałem docelowej grupy odbiorców. Myślę, że nagrywam te filmiki dla wszystkich. Staram się, aby fajnie one wyglądały dla ludzi widzących i żeby mogli oni dowiedzieć się na moim kanale czegoś o osobach z dysfunkcją wzroku. Ale też chciałbym, aby wnosiły coś do życia samych niewidomych. Mam nadzieję, że będę miał czas i chęci, by na moim kanale regularnie pojawiały się kolejne treści. Zapraszam do oglądania!

Kanał „Tikhonow mówi” dostępny jest pod adresem: https://www.youtube.com/channel/UCXBBT9XkfnVKB3afbgLKkog

 

 


Artykuł publikowany w ramach projektu „TYFLOSERWIS 2021–2024 INTERNETOWY SERWIS INFORMACYJNO-PORADNICZY", dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.